
Okładka GitS.
Najpierw anegdotka. Do obejrzenia GitSa przymierzałem się od dobrych kilku lat i było wiele podejść – na konwentach, u znajomych i pożyczając płytki z filmem. Osiem razy pod rząd skończyło się tak samo – nie udało mi się obejrzeć nawet napisów początkowych – jednak z różnych przyczyn. A to kodeki nie działały poprawnie, mimo że jeszcze wczoraj właściciel oglądał GitSa i wszystko było OK, a to zepsuł się napęd CD, komputer na konwencie, poszła płyta z filmem… Generalnie jakaś klątwa. Dzięki Normanowi i Malcie udało mi się w zeszłym roku przełamać ją na tyle, że udało mi się obejrzeć przynajmniej kawałek serialu – bardzo kiepskiego i tandetnego swoją drogą. Jednak w ten sposób, metodą małych kroczków w końcu na ostatniej nasiadówie u E$a obejrzałem pierwszy film. Czytaj resztę wpisu »