[Szczuro-czarny] Wczoraj zdarzyło nam się w nerdpunkowym składzie spotkać pogadać o dupie Maryni i przy okazji Wóda poinformował co mu się za demka ściągają na PS3. Był to Tom Clancy’s Endwar oraz R.U.S.E – dwie gry o wojennej tematyce i jako-tako strategiczne, przynajmniej na tyle o ile mi się wcześniej nazwy o ucho obiły. Gadaliśmy na tyle długo, że udało się mimo wszystko zagrać w obie pozycje a przy okazji w demo Worms 2 Armageddon.
Endwar
zrobił fatalne wrażenie. Najpierw jakieś tam intro z pierdoleniem głupot o wojnie nuklearnej, powszechnym pokoju i programie Gwiezdnych Wojen, plus oczywiście ruska armia szykuje się do nie wiadomo czego. Potem jedna misja do wyboru – ochrona wystrzeliwanego promu (ponoć to część stacji orbitalnej) z Cape Canaveral przed jakimiś terrorystami. Którzy przemycili skrycie na teren bazy wojskowej USAF helikoptery i czołgi, w ilościach hurtowych. WTF?! Nie wspomnę już o sensowności chronienia promu, w momencie kiedy na samym starcie dostaje salwę z dział/rakiet. Co za kretyn to wymyślił?
Sterowanie jest kiepskie – gra używa k6 przycisków na padzie, z czego tak naprawdę jest to: wybór jednostki, zaznaczenie jej i wydanie rozkazu. Po wydaniu rozkazu (‘atakuj tamtych kolesi’) jednostka dla odmiany niekoniecznie akurat to robi. Do tego dochodzą czołgi i helikoptery poruszające się w absurdalnych formacjach i trwająca kilka minut wymiana ognia pomiędzy dwoma grupami wiatraków, które nie mogą się zniszczyć ale za to przez siebie przenikają tak są blisko. Po 11 minutach z kawałkiem i walkach z absurdalnym sterowaniem i nudą wyłączyliśmy gierkę z zepsutym humorem.
[wódo-różowy] Całość można załatwić nie k6 przyciskami, jak napisał Szczur, a jednym – [X]-attack enemy unit. Podobno gra wspiera komendy głosowe, niestety z braku sprzętu nie byliśmy w stanie tego sprawdzić. Niemniej daje jej to szanse na specjalną nagrodę od ‘stowarzyszenia graczy bez rąk’ [jeśli takie istnieje]. Wyobrażam sobie, że w trybie głosowym wystarczy krzyczeć ‘attack unit 1′. Do tego wygląda źle a fabuła jest bez sensu. Może w pełnej wersji jest coś więcej, lepiej, fajniej. Szczerze wątpie i nie zmienia to faktu, że ocenialiśmy demo, a demo to porażka. Koniec.
Na szczęście Wormsy (pomimo jednej predefiniowanej mapy) dały radę go poprawić na tyle, że daliśmy szanse R.U.S.E. I było warto.
R.U.S.E.
O ile gierka ma tragiczne filmiki i przerywniki, o tyle poza tym trudno narzekać. Sterowanie (nawet na padzie) jest dość wygodne (poza interfejsem menu produkcji, gdzie jest jeden zgrzyt), oddziały zachowują się właściwie. Jasne, nie ma palety sensownych rozkazów (może to kwestia dema albo PS3) typu eskortuj, podążaj, patroluj które w grze by się bardzo przydały. Produkcja jest dość uproszczona, budowanie bazy też nie powala. Niemniej część strategiczna wygląda porządnie – zwiad jest przydatny, piechota w lesie czy mieście sprawnie robi zasadzki na czołgi, walki czołgów wyglądają nieźle. Jest lotnictwo, spadochroniarze i trochę innych bajerów. No i ma się po raz pierwszy uczucie brania udziału w większej bitwie – po oddaleniu (całkiem sprawna wymiana jednostek na sztabowe żetony) widać walczące na naszych flankach oddziały i olbrzymie koncentracje szkopów – robi wrażenie. Chronienie flank i nadzorowanie bitwy toczonej na raz w kilkunastu miejscach również jest spoko. Zwłaszcza że karty RUSE dają ciekawe możliwości – trochę się spociliśmy przy nagłym ataku kilkunastu niemieckich czołgów na słabo chronione tyły – na szczęście okazał się zmyłką zagraną przez komputer.
[wódo-róż one more time] Demo R.U.S.E. zrobiło na wszystkich duże wrażenie. Niby nie wnosi nic [lub prawie nic] nowego, a jednak w jakiś sposób odświeża formułe RTS. Rzeczywiście – w żadnej innej grze nie czuć takiej atmosfery pola bitwy, wszystko po części dzięki bajerowi z zoomem. Blisko – widać lasy, miasteczka, pojedyncze jednostki, daleko – stół z żetonami w sztabie. Pomiędzy płynne, w pełni operowalne przejście. O ile można wypowiedzieć się na podstawie tej jednej, krótkiej misji, to nie da się tu wygrać metodą rusha. Napewno warto rozważyć kupno tego tytułu. Filmik z netu obrazujący efekt zoomu, o którym wspomniałem.
Demowy scenariusz bardzo ostro odchodził od historii, ale to chyba kwestia chęci pokazania wszystkich możliwości podczas jednej gry przyszłemu klientowi. Mam wrażenie, że R.U.S.E. niedługo wyląduje na mojej półce – jak tylko znajdę czas, żeby w nie zacząć grać.
Eee.
Krytykujecie grę _stworzoną specjalnie pod sterowanie głosowe_ (było to reklamowane jako main feature) po czym przyznajecie się, że graliście bez niego, i narzekacie na sterowanie? Wiecie, symulatory lotu też są cienkie jak się gra na klawiaturze, ale to dlatego bo są tworzone na wolant i przepustnicę.
Zgadnijmy, grę z 2-3 topornymi komendami? Z kiepskim AI? Z bezsensownymi i nudnymi walkami?
Jaka różnice że będzie miała sterowanie głosowe, skoro dalej nie będzie poprawnie działać?
No ale cóż, widać uraziliśmy niepełnosprytnego fanboya
Szczur jak zwykle subtelny. Pozwól, że się włączę.
.
.
To nie recenzja, a pierwsze, krótkie wrażenie z dema. Zresztą chyba po to właśnie producenci wypuszczają na rynek wersje demonstracyjne.
I jasne – domyślam się, że wydawanie komend głosowych może być fajne samo w sobie, ale to nie zmienia faktu, że [przynajmniej w demie] właściwie lista tych koment zamyka się w “atakuj”. Nie zmienia też wrażeń z grafiki, ruchu jednostek, sensu historii itd itp. Dlatego zakładam, że sterowanie głosem nie poprawi w znaczącym stopniu jakości gry.
No i nigdy nie mówiliśmy, że jesteśmy obiektywni
A niektóre symulatory dawały radę i na klawiaturze