Zaczął się nowy sezon operowy. Dla nas w sumie dość pechowo – tak jak się skończył poprzedni. Po dobrym “Fauście”, doskonałej “Lukrecji Borgii” i awangardowym (acz naprawdę dobrym – choć nie tak jak Borgia osadzona w faszystowskich Włoszech oczywiście) “Orfeuszu i Eurydyce” zaliczyliśmy wtopę nie zdobywając biletów na “Madam Butterfly” plus chłopaki byli na balecie – ponoć średnim.
Teraz zaś na starcie przegapiliśmy doskonałego wg. recenzji “Borysa Godunowa” (na szczęście jest jeszcze jedna szansa w styczniu) i sezon rozpoczęliśmy od “Zagłady Domu Usherów”.
“Zagłada Domu Usherów” czyli Poe. Powinno być nieźle. Wóda namierzył fotki z przedstawienia – były niezłe. Mała sala mogła być ciekawą odmianą. Współczesna opera (1994 jeśli dobrze pamiętam co Wóda mówił 1988 – przyp. wóda) sugerowała powiem świeżości – który okazał się ciekawy przy dwóch współczesnych adaptacjach oper bardziej klasycznych, które widzieliśmy (wspomniane “Lucrezia Borgia” i “Orfeusz i Eurydyka”).
Oczywiście kurde tak nie było. Mała salka zapewniła tylko ścisk i niemożliwość cichego i dyskretnego komentowania przedstawienia i zwracania uwagi na interesujące elementy dekoracji. Współczesność oznaczała brak kostiumów. Jakichkolwiek. Kurde, opera bez kostiumów to nie opera. W sumie to nie była opera tak naprawdę – minimalna ilość śpiewania plus jakieś cholerne eksperymenty z multimediami. Na początku wyświetlanie filmu z okna pociągu podczas podróży do domu Usherów nie było złe – to pewnie awangarda i ja tylko zwyczajowo zrzędzę. Ale wrzucanie filmów z rzutnika, gdzie się tylko da, to nie te medium. Zwłaszcza jeśli jest bardzo mało kwestii, nie wszystkie są śpiewane (!) i są po angielsku (a tu tragiczne akcentowanie da się dużo łatwiej wychwycić niż we włoskim).
Po drodze udało się zgubić cały oryginalny przekaz opowiadania, nie opowiedzieć jakiejkolwiek spójnej fabuły i pokazać mnóstwo chaosu na scenie. Przy Poe to zahacza gdzieś blisko mojej definicji świętokradztwa.
Kolejka zabawkowa jeżdżąca po torach wokół sceny czy plastikowy dinozaur (nie widziałem, ale Wóda twierdził że był) to raczej tylko feature’y. Niestety wady (wypunktowane powyżej) były tak poważne, że z czystym sumieniem muszę odradzić każdemu tą pozycję. Oraz wszystkie inne tej pani reżyser. I chyba też wszystkie opery, które mają mniej niż 50-100 lat.
W przeciwieństwie do reszty ekipy na muzykę nie narzekałem – była OK, zwłaszcza że nie było pełnej orkiestry a tylko 10-12 osób. Jasne, była filmowa i miała powtarzające się motywy, ale w stosunku do tego co było widziane na scenie (choć to raczej nie wina występujących, no w większości nie ich) była niezła.
Wóda ma jutro dopisać swoje wrażenia. Co do e$a – cóż, nie był z nami i w ramach drobnego żarciku umieszczamy tu prawdziwą relację, podczas gdy IRL wkręcamy go przez chwilę, że było to niezapomniane wiekopomne dzieło, na które musi pójść.
Numer z “Łowcą rosomaków” – pójdźcie koniecznie na ten film
Wódy 3 grosze: racja. racja. racja. Było słabe. I jako opera – libretto bez sensu [gubiące sens opowiadania niemal zupełnie]; nużące, powtarzane fragmenty muzyki filmowej [w końcu tym się Glass zajmuje nacodzień]; i śpiew, który śpiewem nie był. I jako inscenizacja – idiotyczne patenty, jarmarczność, gumowy dinozaur. Klapa.
aha – plakat też kiepski.
Notka ta stanowi dowód na to, że nie jesteśmy totalnymi dinozaurami i oprócz wygrzebywania ze śmietnika gier sprzed potopu śledzimy też zjawiska, które tu i teraz. Furiath rzucił jakiś czas temu 10 przykładowych stron podręcznika do jednego z najbardziej oczekiwanych erpegów (a przepraszam NZFów – Narracyjnych Zabaw Fabularnych) w Polsce – Klanarchii. Wszyscy wpadli w zachwyt. A ja ponarzekam.

Jak sugeruje tytuł, notka będzie o komputerowej grze osadzonej w klimatach postapokaliptycznych, którą ktoś kiedyś w pijackim widzie nazwał Falloutem. Oczywiście wszyscy wiemy, że tylko po to, żeby zniszczyć i zepchnąć do podziemia dzieło życia naszego lokalnego sławnego indie-autora, Grzegorza Ocetka. I tak też się stało, Fallout RPG został wydany jako Exodus, a komputerowy gniot mający mniej wspólnego z Falloutem pojawił się na naszych komputerach.